Tak się zaczyna wakacyjna przygoda

Podekscytowani wyjazdem wakacyjnym często zapominamy o przygotowaniu się na wymarzone wakacje. Aby wyjazd na odpoczynek był  leżeniem, opalaniem, leniuchowaniem należy podjąć pewne kroki. Marzenia o relaksie przysłaniają nam uwagę jaka powinniśmy poświecić pewnej kwestii, aby były to wakacje naszego życia. Nieznajomość prawa szkodzi – głosi stara, rzymska maksyma, dlatego warto przed wyjazdem zapoznać się przepisami regulującymi najistotniejsze kwestie. W ferworze przygotowań do wakacyjnego wyjazdu niejeden turysta, emocjonując się planami zwiedzania, zapomina o sprawach przyziemnych. Formalności, które trzeba załatwić, to zmora niejednego urlopowicza.

Organizując wakacje na własną rękę pamiętajmy o warunkach linii lotniczych jakimi lecimy. Przed wylotem powinno się dokładnie sprawdzić informacje na stronie internetowej przewoźnika i zapoznać się z wytycznymi dotyczącymi bagażu. Standardowo torba podręczna nie może przekraczać wagi 8-12 kg i wymiarów 55 x 40 x 20 cm, natomiast bagaż rejestrowany ważyć powinien 15-20 kg. Pakując torbę podręczną trzeba pamiętać, żeby nie włożyć do niej pilniczka, nożyczek, pęsety, itp. Bez problemu natomiast można przewieźć np.: lekarstwa, dokumenty, napoje, które są kupione na lotnisku. Lecą na wakacje z touroperatorem przeczytajmy dokładnie warunki wycieczki, dopytajmy w biurze jaką linią lecimy. Wyloty czarterowe nie maja stałej godziny wylotu. Pamiętajmy, że może się ona zmienić. Powinniśmy potwierdzić godzinę wylotu. Wg przepisów pasażer kupujący wylot z wyprzedzeniem na 72h przed wylotem powinien sam sprawdzić godziny wylotu. Oczywiście często agenci sami przypominają pasażerom o ewentualnych zmianach.

Pan Jan? Ważne, ważniejsze, najważniejsze – zabrać dokument tożsamości. Wybierając wakacje pamiętajmy, że w zależności od miejsca do którego chcemy jechać, konieczne będzie przygotowanie właściwych dokumentów tzn. dowodu osobistego, paszportu, wizy itp. Pamiętać należy, by przed wyjazdem sprawdzić ważność dokumentów potwierdzających tożsamość oraz kart debetowych i kredytowych. Z dowodem osobistym można poruszać się po krajach w strefie Schengen, a nie – jak głosi powszechna opinia – w całej Europie. W pozostałych krajach trzeba mieć paszport, który jest ważny minimum 6 miesięcy.

Pieniądze to bardzo ważna rzecz, albowiem jadąc za granicę nie tylko trzeba je mieć, ale również trzeba zadbać o to, aby były w odpowiedniej walucie. Najczęściej zabiera się ze sobą dolary, ponieważ ich wymiana jest możliwa praktycznie wszędzie, czego nie można już powiedzieć o polskich złotówkach

Paluszek i główka to szkolna wymówka. Koszt leczenia za granicą nieubezpieczonego urlopowicza opiewa na kwoty od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. By temu zapobiec, warto zaopatrzyć się w Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, czyli EKUZ. Wydawana jest ona bezpłatnie w wojewódzkim wydziale Narodowego Funduszu Zdrowia i uprawnia do pomocy lekarskiej na terenie państw członkowskich Unii Europejskiej. Aby ją otrzymać, wystarczy złożyć wniosek oraz przedstawić zaświadczenie o aktualnym ubezpieczeniu w NFZ. Można także rozważyć opcję wykupienia polisy od ubezpieczyciela. Przy wyjeździe poza granice Unii Europejskiej posiadanie ubezpieczenia nie jest obowiązkowe, jednak rezygnacja z niego to nierozważna decyzja. Wyjeżdżając na wakacje zorganizowane mamy do wyboru pakiety. Często pasażerowie wybierają podstawową, najtańszą opcję. Często jednak ubezpieczenia te są bardzo niskie i mają małe limity ewentualnych kosztów. Firmy ubezpieczeniowe są bardzo przebiegłe. Warunki każdej z tych opcji łączą się z przebytymi przez nas chorobami lub sposobem spędzania czasu na wakacjach.

Bardzo ważne jest aby przeczytać podstawowe informacje o kraju do którego lecimy. Każdy kraj posiada własne przepisy prawne jak również rządzi się prawami społecznymi. Każdy z nas powinien spakować odrobinę dyplomacji do walizki. Przed wyjazdem warto zapoznać się z obyczajami kraju do którego chcemy jechać. Warto poczytać o kulturze kraju tak, by przez swoją niewiedzę nie obrazić tubylców.

Zanim wyjedziemy, warto zapoznać się z takimi informacjami, jak najlepszy do pobytu termin, byśmy nie natrafili na niemożliwe do zniesienia temperatury lub akurat na czas święta narodowego lub religijnego, gdy wszystko jest pozamykane. Turyści często narzekają na Ramadan. Jest to miesiąc postu Muzułmanów, podczas którego od wchodu do zachodu słońca nie spożywa się żadnych posiłków i napojów oraz unika się wszelkich przyjemności. Większość sklepów i restauracji jest w ciągu dnia zamkniętych, otwierane są dopiero po wieczornym posiłku, kiedy to podczas Ramadanu Muzułmanie rozpoczynają swój „dzień”. Organizując wypad wakacyjny na własna rękę pamiętajmy, że wiele miejsc do zwiedzania ma konkretne dni oraz godziny otwarcia. Bardzo często musimy dokonać wcześniejszej rezerwacji.

Co ze sobą zabrać? To również bardzo istotna kwestia .

  1. Należy odpowiednio dobrać ubrania, które mamy zamiar zabrać. Należy wziąć pod uwagę oczywiście pogodę, która w okresie wakacyjnym jest ciepła (lub nawet gorąca), nie należy również spodziewać się deszczu. Z uwagi na panujące upały najlepiej jest spakować odzież z cienkiej bawełny oraz innych materiałów naturalnych i wygodne, lekkie buty, a na głowę koniecznie kapelusz lub inne nakrycie. Jeśli w planach mamy zwiedzanie meczetów, należy zabrać ubranie skromniejsze, zakrywające nogi i ręce oraz cienki szalik, który zakryje kobietom głowę lub ramiona – kobiety bez względu na religię mają obowiązek zakrywania głów wchodząc do meczetu lub ramion wchodząc d świątyń chrześcijańskich.
  2. Konieczne jest również zabranie kremu z silnym filtrem UV.
  3.  Kosmetyki w wersji mini – wystarczy do nich mała kosmetyczka i mogą być nawet w bagażu podręcznym. Drogerie oferują spory wybór „podróżnych” kosmetyków po 10 -20 ml, które spokojnie wystarczą na dwa – trzy tygodnie. Bardzo dobrym pomysłem jest wzięcie chusteczek nawilżonych do oczyszczania twarzy oraz do higieny intymnej – podczas długich lotów są bardzo przydatne.
  4. Na nic elektroniczne gadżety, jeśli w kraju do którego jedziemy kontakty wyglądają inaczej. Dobrze jest zaopatrzyć się w adapter do wtyczki, a wcześniej sprawdzić typy gniazdek i napięcie prądu w danym kraju, by nie było problemu z naładowaniem telefonu czy aparatu. No i oczywiście ładowarki.
  5. Podstawowa apteczka w którą zapakujemy leki przeciwbólowe, leki na chorobę lokomocyjną lub morską oraz plastry i bandaże. Pamiętajmy oczywiście o medykamentach przepisanych przez naszego lekarza, jeżeli musimy zażywać je regularnie.
  6. Dobry humor

 

 

XVIII Mistrzostwa Polskich Portów Lotniczych w Piłce Halowej 2014

Mistrzowie Polski

Reprezentacje jedenastu polskich lotnisk oraz Państwowej Agencji Żeglugi Powietrznej przez dwa dni toczyły zaciętą piłkarską walkę o tytuł Mistrza Polski. W weekend 27-28 czerwca rozegrały się w Gdańsku Mistrzostwa Portów Lotniczych oraz Polskiej Żeglugi Powietrznej w Piłce Halowej.  W losowaniu  trafiliśmy do grupy B  razem z Krakowem, Lublinem, Katowicami, Łodzią oraz  Warszawą.

Pierwszy mecz graliśmy z Katowicami. Uff, co to były  za emocje.  Przegrywaliśmy 1:0, by na 5 sekund przed końcem pierwszej połowy wyrównać. Drugą połowę wygraliśmy 2:0, kończąc mecz wynikiem 3:1 dla naszej drużyny

Kolejny mecz, tym razem Kraków. Po bardzo wyrównanym pojedynku, zakończył się wynikiem 1:0 dla nas.

Trzeci mecz z Łodzią: po zaciętej pierwszej części meczu udało nam się znaleźć sposób na dobrze grającą Łódź. Mecz zakończył się wynikiem 5:0 dla nas.

W ostatnim, piątkowym meczu zmierzyliśmy się z lotniskiem z Lublina, który zakończył się wynikiem 6:0 dla nas. Tak zakończyliśmy pierwszy dzień mistrzostw.

Sobota, drugi dzień rozgrywek. Rozegraliśmy ostatni mecz w grupie. Naszym przeciwnikiem było warszawskie lotnisko. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla nas i tym sposobem  przeszliśmy do półfinału w którym graliśmy z rzeszowskim lotniskiem.  Mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla nas.

Finał i mamy Mistrza Polski !Wygraliśmy po karnych z gdańskim lotniskiem 3:2.

Mistrz, Mistrz, Mistrz !

Krótki poradnik podróżnika: jak pokazać klasę i wyróżnić się z tłumu?

Być może wynika to z jakichś kompleksów, ale na urlopie trzeba wszystkim pokazywać, jacy to z nas światowcy. Na szczęście często dysponuje się publicznością. Jak zatem spędza się urlop w towarzystwie polskich turystów i jak się zachować, aby wpisać się w ogólny trend? Oto kilka cennych rad.

Przez kilka ładnych lat pracy w turystyce nauczyłam się już, że Polak nie jest najlepszym towarem eksportowym. Nie będę owijać w bawełnę – duża grupa polskich podróżników raczej nie przynosi nam chluby. Składa się na to szereg różnych zachowań, które są naprawdę średnio akceptowalne. W pracy zmuszona byłam znosić te niedogodności z podniesionym czołem, rozwiązywać problemy i tak sterować grupą, aby nie czyniła ona większych szkód lub nie przysparzała zbyt wielu kłopotów. Jednak po ostatnim weekendzie i sprowokowanych przez moje obserwacje rozmowach ze znajomymi mam już pewność, że następne podróże będę planowała trochę rozważniej i na pewno będą one dalsze niż przypuszczałam. Bo nie po to leci się na cztery dni na urlop, żeby zgrzytać zębami.

Od razu też zastrzegam – może ja mam po prostu takiego pecha, może przesadzam, może innym to nie przeszkadza, a może tego nie widzą – nie wiem. Może po prostu jestem wredna i lubię się czepiać. Nawet jeżeli, to tak samo zwracam uwagę na irytujące zachowania turystów innych narodowości. I naprawdę uparcie będę twierdzić, że zdarzają się one o wiele rzadziej.

„This is airpoooooooooort!”

LOTNISKO

Najważniejszym jest, aby się nie spóźnić. W związku z tym należy dojechać jakieś trzy godziny przed odlotem i gorączkowo co 10 minut dopytywać się każdego napotkanego pracownika, czy nasza odprawa już się zaczęła. Gdy uda się zlokalizować stanowisko – należy przed nim stanąć, po minucie zmęczyć się staniem i usiąść na podłodze, dla kolorytu można wyjąć kanapkę z kiełbasą. Jeżeli sytuacja na to pozwoli, podczas odprawy bagażu nawrzeszczeć na panią z linii lotniczej za to, że osobiście nie wytłumaczyła wam, że należy dokonać odprawy elektronicznej. Dla dodania atrakcyjności można machać rachunkiem za bilet, który wydrukowaliśmy jako alternatywę dla karty pokładowej. W wersji „lot do Polski” dodajmy koniecznie element oburzenia, że obsługa nie mówi po polsku. Wrzeszczmy zatem głośniej – wiadomo, że działa to jak osobisty tłumacz.

Jeżeli nie chcemy narażać się na stres i czytamy regulaminy – mamy ważną kartę pokładową. Skoro dopięliśmy swego, nie koncentrujmy się nadmiernie na przepisach dotyczących bagażu. Dużo fajniej jest kłócić się przez kwadrans o dopuszczalną wagę bagażu nadawanego („Jak my byli na Bali, to można było mieć 30 kilo!”), można też oskarżyć lotnisko o posiadanie niesprawnych wag. Gdy już wszyscy w kolejce mają nas serdecznie dosyć, a poinformowany dyskretnie przez obsługę strażnik graniczny nawilża dla nas gumową rękawiczkę, zapłaćmy za nadbagaż i oddalmy się krokiem godnym, przy okazji oceniając głośno prowadzenie się matki pani za kontuarem. W końcu czeka nas odprawa bezpieczeństwa, a tak naprawdę fun jest dopiero tam.

Do bagażu podręcznego wkładamy co najmniej trzy rzeczy niedozwolone. Może być piesek.

Ponieważ kolejka do odprawy bezpieczeństwa jest długa, a od strażnika z rękawiczką dzieli nas cały system taśm ograniczających, czas przejść na tryb VIP. VIP w kolejce nie stoi, poza tym skończyły się już kanapki. Odczepmy zatem parę taśm lub zabawmy się w airport limbo i przemknijmy pod nimi, machając do nieistniejącego kumpla w kolejce. Dla przyjemności lepszego zbratania się z plebsem udawajmy niepiśmiennych i zlekceważmy dobre rady wypisane (i narysowane) na tablicach. Później przez 10 minut protestujmy przeciwko zdjęciu butów, wyjęciu czegokolwiek z bagażu oraz poinformujmy koniecznie, że nie ma opcji pozbycia się butelki z wodą, bo kosztowała nas pięć złotych i czujemy się z nią emocjonalnie związani. W wersji „lot do kraju” używajmy wysublimowanych określeń „faszyści”, „naziści”, „specnaz”, „hitlerowcy”, oskarżajmy koniecznie o niechęć do Polaków (hmmmmmm).

Gdy już otrząśniemy się po przygodzie z rękawiczką, udajmy się szybkim krokiem do sklepu lotniskowego, gdzie dla spokoju ducha i ukojenia nerwów należy kupić butelkę wódki. Ponieważ jest spora szansa, że wykreuje ona nadbagaż – wypijmy ją przed lotem. Doda to nam animuszu do ustawienia się na uprzywilejowanej pozycji w kolejce do lotniskowej bramki. Używać należy łokci i wulgarnego słownictwa oraz mówić, że ma się „klasem biznesowom”. Dodatkowe punkty w tej grze zarabiamy za stratowanie matki z dzieckiem. Dla uzyskania większej prywatnej przestrzeni można dyszeć, sapać i chuchać alkoholowym oddechem w twarz naszym rywalom.

Jeżeli nie dopiło się wódeczki czy winka, nie należy chować butelki do torby podręcznej! Wiadomo – nadbagaż. Butelkę (lub trzy – rekordzista) należy wsadzić sobie w majtki. Co sprytniejsi potrafią upchnąć tam też kanapki. Po przejściu do autobusu koniecznie trzeba ustawić się w samych drzwiach, blokując dostęp innym. Jeżeli współpasażerowie bez szacunku zepchną nas do wnętrza, wychodząc uczyńmy taran z walizki i wypchnijmy wszystkich tych, którzy stoją nam na drodze. Tu znowu bonus za dobre wystrzelenie trzylatka na odległość. Jeżeli ktoś wypycha nas – dajmy w pysk. VIP nie daje się bezkarnie obrażać. W wersji dla nieśmiałych – można niechcący kopnąć w łydkę lub stanąć na stopie.

Po wyjściu z autobusu na płytę lotniska, ruszmy jak w Wielkiej Pardubickiej. Kto ostatni na schodach – przegrywa.

Czasem można okazać łaskę…

SAMOLOT

Koniecznie, powtarzam KONIECZNIE, zajmujemy miejsce z przodu samolotu. Dzięki temu możemy na co najmniej 5 minut zablokować kolejkę pasażerów próbując wybrać prestiżowe miejsce dla swojego bagażu podręcznego. Ewentualnie galopem ruszmy do (dodatkowo płatnych) miejsc z większą przestrzenią na nogi. Wrzeszczmy na stewardesę tak długo, aż pozwoli nam tam usiąść.

W ramach rozrywek samolotowych najmodniejsza jest gra w „czy widziałeś te zdjęcia ze Smoleńska?”. Druga to picie na czas – wiadomo, latanie to stres, trzeba go skutecznie utopić. Logicznym jest, że nie wydajemy kasy na bzdury – pijmy zatem wyłącznie alkohol prosto z majtek.

Ostentacyjnie włączamy WSZYSTKIE urządzenia elektroniczne.

Do toalety wstajemy wyłącznie wtedy, gdy obsługa jedzie przez korytarz wózkiem. W wersji hardcore – nie wstajemy w ogóle. Siedzenia są ze skaju.

Gdy tylko samolot dotknie kołami ziemi, rozepnijmy pasy, wstańmy i ruszmy na poszukiwanie bagażu. Zadzwońmy do mamy, taty, wujka Henia i cioci Halinki informując, że „się nie rozjebaliśmy”. Mówimy to głośno, zagłusza nas przecież silnik samolotu. Wychodząc nie zapomnijmy (wersja męska) klepnąć w tyłek stewardesy.

Gdy szczęśliwie dotrzemy do taśmy bagażowej, postawmy całą rodzinę w równym rządku, blokując dostęp innym. Jeżeli przewidująco wzięliśmy czarną walizkę, podnosimy każdą w tym kolorze, a po stwierdzeniu, że to nie nasza – koniecznie mocno rzućmy nią o podłogę lub zrzućmy na drugą stronę taśmy.

HOTEL

W recepcji hotelowej stosujemy patriotyczną zasadę mówienia wyłącznie po polsku. Zgodnie z podaną wcześniej regułą – im głośniej mówimy, tym lepiej recepcjonista nas zrozumie. Upierajmy się, że PLN jest walutą międzynarodową. Odmówmy pozostawienia dokumentów w recepcji – zawsze jest szansa, że nam je ukradną na mieście i można będzie się zabawić z policją i ambasadą. Szczytem wyrafinowania jest oskarżenie recepcjonisty (zwracamy się wyłącznie per „ty czarny ch***”) o zamiar wyłudzenia kredytu.

To ty ustalasz zasady!

Na śniadanie wydawane od 7.00 przychodzimy dziesięć minut za wcześnie. O 6.59 dla lepszego efektu walimy pięścią w drzwi hotelowej restauracji. Trzeba rozgrzać mięśnie – już za chwilę będziemy przecież budować piramidę na talerzu. Nakładamy sobie trzy razy tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść. Jeżeli po posiłku chcemy zachować się naprawdę ekstra, nietknięte produkty z talerza przerzucamy z powrotem na oryginalne tace. W serwetkę stołową należy też głośno wytrzeć nos.

Jeżeli w restauracji są dzieci, pamiętajmy – to nasze muszą być najgłośniejsze. Promujmy dobre polskie wychowanie – zróbmy współbiesiadnikom skrócony kurs karmienia dzieci na siłę. Kończymy w momencie, gdy decybele wydobywające się z dzieci osiągają poziom tych z silnika odrzutowca.

MIASTO – ROZRYWKI I ZWIEDZANIE

Absolutnie nie kupujmy biletu na komunikację miejską. Tolerancyjne południowe narody słyną z luzackiego podejścia. Informujmy o tym fakcie wszystkich napotkanych polskich turystów (w ramach dawania dobrych rad – trochę altruizmu na wakacjach nie zaszkodzi), stosowną formą wyjawienia tej prawdy jest „Powiem panu jak ich najlepiej wyr***”. Jeżeli korzystamy z metra, nie kupujemy biletów dla dzieci. Dzieci świetnie przepycha się pod bramką.

W miejscach z płatnym wstępem czatujemy na moment, gdy przy obsłudze zrobi się gęściej. Wtedy cichaczem wślizgujemy się do wnętrza. Ponieważ w przypadku obecności bramek ten system nie działa, płaczliwie tłumaczymy, że zgubiliśmy bilet. Może się udać.

Za co niby tu płacić? Same ruiny!

Zawsze zatajajmy prawdziwy wiek dzieci.Jeżeli posiadamy nietypowy dokument – na przykład legitymację klubu miłośników kiełbasy czosnkowej – machajmy nim wszędzie, domagając się zniżek. NADAL MÓWIMY TYLKO PO POLSKU.

Planując zwiedzanie obiektów sakralnych, koniecznie złóżmy najkrótszą spódnicę/szorty i najbardziej wyciętą koszulkę. W końcu jest gorąco. Panie, dla lepszego efektu, mogą oblać się wodą. Panowie nawet w mieście muszą walczyć o opaleniznę – walkę ułatwia chodzenie bez koszulki.

W wyrażaniu zachwytu koniecznie się wyróżniajmy. Wśród Anglików wzdychających „Oh, it’s fabulous!”, czy Francuzów szemrzących „C’est magnifique…”, nasze polskie „Ku*** ale to zajebiste” lub klasyczne „Mają rozmach sk****y”, ucieszy ucho każdego pobliskiego Polaka.

Porządny turysta NIE REAGUJE na zakaz fotografowania lub obowiązek uiszczenia opłaty za robienie zdjęć. Nigdy. Jeżeli towarzyszą nam inni Polacy, koniecznie należy głośno stwierdzić, że „chyba kogoś poj***”.

W knajpkach i restauracjach zaznaczamy od razu swoją pozycję. Najskuteczniejsze metody to pstrykanie na kelnera lub głośne wołanie „Boy, boy!”. Wdrażamy jeszcze zanim tyłek dotknie krzesła. Głośno narzekajmy na ceny, przy jednoczesnym zaznaczaniu, że nie musimy oszczędzać. Wszystkie ceny porównujemy do tych w McDonald’s. Przenigdy nie zostawiamy napiwku. Jeżeli jest wliczony, koniecznie poświęćmy pięć minut na narzekanie na zdzierstwo i złodziejstwo.

Dzieci ma być widać. I słychać.

Na każdą prośbę o obniżenie głośności/ograniczenie wulgaryzmów/wstaw cokolwiek, reagować krótkim i treściwym „Sp***j”. Nawet w kościele. Bóg wybacza, VIP nie.

Przy każdej okazji należy stosować nieśmiertelne”Czy zdaje sobie pani/pan sprawę z tego, kim ja jestem?”. Nawet jeżeli już wszyscy wiedzą, że burakiem eksportowym.

Coś pominęłam?

autor: Agata Połajewska

źródło: http://foch.pl/foch/1,132037,14505116,Krotki_poradnik_podroznika__jak_pokazac_klase_i_wyroznic.html

Z pamiętnika Call Center

Z dziennika Call Center

Dawno, dawno temu…

Ostatnia Warszawa lądowała koło 23:30. Na terminalu pasażerskim o tej godzinie kręciło się niewiele osób. Późny wieczór, duży hol przylotów i nagle dźwięk telefonu. Zapewne osoba oczekująca z pytaniem o której będzie wieczorny samolot na trasie Warszawa – Szczecin. A jednak nie. W słuchawce odezwał się głos około 30 – sto letniego mężczyzny.

Dzień dobry, Port Lotniczy Szczecin Goleniów. W czym mogę pomóc? (regułka call center jaka mówimy klientom na wstępie)

- Hello, Ja dzwonić z Chicago (czyt. Czikago). Do You know Chicago (czyt. Du ju noł Czikago)

Tak, oczywiście. W czym mogę pomóc Panu?

- Ja chcieć wiedzieć samolot z Chicago (pasażer wymawiał jako Czikago) do Warsow i Warsow do Szczecin.

Dobrze. Jaką linią leci Pan na tych trasach oraz jaka jest data Pana przylotu?

- Hmmm. Wait a minute. W oddali słychać głos pasażera krzyczącego do kobiety – Jolka jakim samolotem lecimy do Polski?

Dawno, dawno temu… ale wcześniej

Irlandzka linia lotnicza Ryanair, została ochrzczona przez pasażerów różnymi nazwami. A raczej wymowa nazwy została zmieniona przez wielu na potrzeby własne. Poniżej kilka z nich:

- Ryrner

- Rejnar

- Jaguar

- Renifer

- Rajner

- Runer

A dla Ciebie jak nazywa się ta lowcost-owa linia lotnicza?

Savoir-vivre w samolocie, czyli przykazania dobrego pasażera.

Wraz z taniejącymi usługami linii lotniczych coraz więcej ludzi zaczęło latać samolotami. Niestety wzrost popularności tego środka transportu niejednokrotnie nie idzie w parze z odpowiednim zachowaniem jego pasażerów. Warto zapoznać się z podstawowymi zasadami etykiety podczas lotu.

1. Podczas lotu należy bezwzględnie wykonywać polecenia personelu pokładowego.

2. Nie należy traktować personelu jak opłaconą służbę.

3. Nie uprzykrzaj podróży innym pasażerom – nie zagaduj nikogo na siłę.

4. Zanim rozłożysz swoje siedzenie, zapytaj pasażera za sobą.

5. Nie zaglądaj nikomu do laptopa, nawet gdyby jego właściciel oglądał świetny film.

6. Nie wdawaj się w rozmowy w przejściu między fotelami.

7. Staraj się trzymać rzeczy w swojej przestrzeni pokładowej – nie zarzucaj nimi pasażera siedzącego obok.

8. Uważaj z alkoholem podczas lotu. Możesz mieć nie tylko problemy fizjologiczne, ale także uprzykrzać podróż innym podróżnym. Zapach rozkładającego się alkoholu dla nikogo nie jest przyjemny.

9. Jeśli oglądasz film lub słuchasz muzyki z laptopa, używaj słuchawek.

10. Nie spędzaj za dużo czasu w toalecie bez potrzeby i dbaj o czystość w tym miejscu.

11. Nie klaszcz podczas lądowania – to nie jest manewr kaskaderski, ale rutynowa czynność podczas każdego lotu.

12. Nie wnoś na pokład własnych napojów alkoholowych.

13. Jeśli chcesz przewinąć dziecko, wyjdź do toalety.

14. Prośba o wyłączenie telefonu jest podyktowana względami bezpieczeństwa, a nie chęcią dokuczenia właśnie Tobie. Staraj się więc nie reagować agresją i wyłączać telefon zgodnie z zasadą, że można z niego korzystać, dopóki otwarte są drzwi samolotu.

15. Staraj się zachowywać spokojnie na pokładzie – nie krzycz, nie przeklinaj, nie śmiej się na cały głos, nie słuchaj głośno muzyki. Jeśli pod Twoją opieką są dzieci – pilnuj ich! Pokład to nie plac zabaw, a krzyczące dzieci mogą niektórym przeszkadzać.