Rekordowy I kwartał, początek sezonu letniego oraz nowe połączenia

Port Lotniczy Szczecin-Goleniów obsłużył w marcu 2015 roku 24.822 pasażerów, notując 33 % wzrost w stosunku do marca 2014.

Był to piąty z rzędu miesiąc wzrostu ruchu lotniczego, dzięki czemu zachodniopomorskie lotnisko obsłużyło w całym I kwartale 2015 roku 69.196 pasażerów.

To o 27,4 % więcej, niż w I kwartale 2014 roku.

A to nie koniec dobrych wieści.

Wraz z rozpoczynającym się w lotnictwie, sezonem lato 2015 , na naszych mieszkańców czekają nowości, oraz zwiększona częstotliwość na już istniejących trasach.

3 kwietnia linia Ryanair, zainauguruje połączenie do Oslo Rygge. Z systemów rezerwacyjnych wynika, że w pierwszego rejsu do Oslo skorzysta 154 pasażerów, natomiast z Oslo przyleci 168 pasażerów.

Rejsy odbywać się będą 2 x tygodniowo (poniedziałek, piątek).

Drugą nowością w sezonie lato 2015 będzie połączenie do Bergen.

Do tego norweskiego miasta, od 20 czerwca, 3 x tygodniowo (wtorek, czwartek, sobota) zabierze nas linia lotnicza WIZZ AIR.

Dzięki linii WIZZ AIR, w stosunku do poprzedniego sezonu letniego, mamy kolejną nowość. Jest nim Londyn Luton. Do Londynu Luton rejsy odbywają się 3 x tygodniowo (wtorek, czwartek, sobota).

Dodatkowo, na niektórych trasach, linie lotnicze zwiększają częstotliwość.

Ryanair, do Londynu Stansted zwiększa częstotliwość z 4 do 7 lotów tygodniowo. A WIZZ AIR do Stavanger, z 2 do 3 lotów tygodniowo.

I tak, w sezonie lato 2015, z lotniska Szczecin-Goleniów można polecieć do:

Warszawy – 12 x tygodniowo – PLL LOT

Londynu Stansted – 7 x tygodniowo – Ryanair

Oslo Gardemoen – 2 x tygodniowo – Norwegian

Liverpool – 2 x tygodniowo – Ryanair

Dublin – 2 x tygodniowo – Ryanair

Oslo Torp – 2 x tygodniowo – WIZZ AIR

Stavanger – 3 x tygodniowo – WIZZ AIR

Londyn Luton – 3 x tygodniowo – WIZZ AIR

Oslo Rygge – 2 x tygodniowo – Ryanair

Bergen – 3 x tygodniowo – WIZZ AIR

Dzięki tym połączeniom, ruch lotniczy w 2015 roku, na szczecińskim lotnisku powinien wynieść około 430-450.000 pasażerów, notując ponad 50 % wzrost.

Dziś Paryż, jutro Londyn a pojutrze kawa u przyjaciółki w Zakopanem

Firma spod Jeleniej Góry skonstruowała statek powietrzny

5d729efd194d3bc4beb45dfaa0fb2c27

W Montrealu, w siedzibie Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego stoi mały samolot odrzutowy. To Flaris Lar 1 – dzieło firmy Metal-Master. To jedyny samolot na świecie, który może wystartować z trawnika posesji i bez międzylądowania dolecieć w dowolne miejsce w Europie. Flaris Lar 1 jest na tyle nowatorski, że zapoczątkował nową kategorię statków powietrznych.

Zatrudniająca 90 osób firma spod Jeleniej Góry skonstruowała statek powietrzny, który zmieści się w większym garażu. Skrzydła demontuje się w pięć minut, więc głównym problemem pozostaje długość – nieco ponad 8 m. Po odpięciu ogona, co zajmuje tylko 20 minut, można go przewozić na przyczepie.

Flaris Lar 1, bo tak nazywa się maszyna, stanowi połączenie odrzutowca z szybowcem. Jest na tyle specyficzny, że nie można przyporządkować go do żadnej z istniejących kategorii. Tworzy nowy typ samolotów – ULJ, czyli ultralekkie odrzutowce. To pierwszy opracowany w Polsce cywilny samolot odrzutowy.

Zdaniem twórców stanowi idealną propozycję dla bogatych osób, które mają dość zakorkowanych autostrad i zatłoczonych lotnisk. Bez międzylądowania można nim dotrzeć praktycznie w dowolne miejsce w Europie, a nawet – przy mniejszym załadunku – do Afryki Północnej i na Kaukaz.

– Pomysł prywatnego samolotu odrzutowego zrodził się podczas podróży, w korku na niemieckiej autostradzie – mówi Sylwia Ładzińska, pomysłodawczyni maszyny i współwłaścicielka firmy. – Rzeczywistość wymaga od nas mobilności. Trzeba dotrzeć szybko na spotkanie z klientem, kontrahentem czy partnerem biznesowym. Dziś wszyscy jesteśmy mobilni wirtualnie, korzystając ze smartfonów i przenośnych komputerów, ale ciałem nie nadążamy za wirtualnym światem. Uważam, że Flaris spopularyzuje transport osobisty – dodaje.

Przyszły hit eksportowy

Skąd ten optymizm? Samolot jest szybki, lekki, a do tego bezpieczny i łatwy w pilotażu. Do jego prowadzenia wystarczy licencja amatorska. By się rozpędzić, nie potrzebuje nawierzchni betonowej, wystarczy mu 250 metrów trawy.

– Można nim startować prawie spod domu i lądować na niewielkich lotniskach, jak najbliżej celu podróży – tłumaczy Ładzińska.

W założeniach maszyna ma być idealnym środkiem transportu dla tych, którzy cenią sobie komfortowe i szybkie podróżowanie, a nie chcą tracić czasu na dojazdy, odprawy i korki. Poza pilotem pomieści się w nim czterech pasażerów.

– To mały odrzutowiec dyspozycyjny, biznesowo-rodzinny. Tworzyliśmy go z myślą o biznesmenach, lekarzach, inżynierach, menadżerach, którzy ze względu na swoją pracę mają zwiększoną potrzebę mobilności – opowiada właścicielka firmy.

Jego orientacyjna cena wynosi 1,5 mln dol. Producenci już mają pierwsze zlecenia od klientów z Polski i zagranicy. Zapytań jest jeszcze więcej. Chętni muszą jednak uzbroić się w cierpliwość. Flaris Lar 1 w seryjnej sprzedaży ma być dostępny za dwa-trzy lata. Obecnie trwają obloty, które są konieczne do uzyskania certyfikatów.

Z analiz przeprowadzonych przez Metal-Master wynika, że na przestrzeni dwóch najbliższych dekad na takie urządzenie będzie zapotrzebowanie w liczbie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy. – Flaris może stać się polskim hitem eksportowym, a ze względu na swoje cechy użytkowe zrewolucjonizować rynek małych samolotów odrzutowych – mówi Ładzińska.

Na co dzień Metal-Master projektuje i produkuje linie montażowe, urządzenia, maszyny, podzespoły. Jego głównymi odbiorcami są firmy motoryzacyjne i budowlane, w zdecydowanej większości zagraniczne. Jeleniogórskie przedsiębiorstwo ma kontrahentów nawet z Ameryki Łacińskiej i Afryki.

Mając zaplecze konstrukcyjno-technologiczne, firmie łatwiej było podjąć się nowego biznesu. Ambitny projekt wymagał zaangażowania nowych fachowców. Głównym konstruktorem został mgr inż. Andrzej Frydrychewicz – legenda polskiego lotnictwa, twórca takich maszyn jak m.in. Wilga, Kruk i Orlik. Aerodynamikę opracował ceniony w świecie dr inż. Krzysztof Kubryński – laureat nagrody PAN za cykl prac poświęconych projektowaniu i optymalizacji układu statków powietrznych.

W program zaangażowano naukowców z czołowych ośrodków: Wojskowej Akademii Technicznej, Instytutu Lotnictwa w Warszawie, Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, Politechniki Warszawskiej i Politechniki Wrocławskiej. Skorzystano też z pomocy klastrów branżowych. Całość koordynował mąż właścicielki – Rafał Ładziński, który z wykształcenia jest inżynierem-konstruktorem.

Flaris na salonach

Owocem kilkuletniej pracy sporego zespołu specjalistów jest innowacyjna i zaprojektowana całkowicie od podstaw maszyna.

– W czym wyraża się innowacyjność tego samolotu? Praktycznie we wszystkim: konstrukcji, własnościach, technologii produkcji. Nie powieliliśmy istniejących rozwiązań – mówi pomysłodawczyni. Flaris Lar 1 zdobył już wiele branżowych wyróżnień, także za granicą. Jeleniogórski statek powietrzny do dziś jest eksponowany w siedzibie Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) w Montrealu. O projekcie powstał film promocyjny, zrealizowany przez Komisję Europejską.

Zresztą Unia Europejska ma swój udział w powstaniu Flarisa. Zaprojektowanie i złożenie tak innowacyjnego samolotu sporo kosztuje. Szefostwo Metal-Master postanowiło więc sięgnąć po unijną dotację, zwłaszcza że firma miała już doświadczenie w tej kwestii. Z programu Innowacyjna Gospodarka udało się pozyskać niemal połowę z 48 mln zł, na jakie oszacowano projekt.

Wsparcie na innowacje

Program, z którego korzystała firma Metal-Master już się skończył. Ale jest jego następca – Inteligentny Rozwój. To około 10 mld euro, które przez następne lata będzie wspierało tworzenie innowacyjnej gospodarki. Jeden z czterech priorytetów w programie to wsparcie tak nowatorskich projektów jak Flaris Lar, czyli tych, gdzie firma prowadzi we współpracy z naukowcami własne badania i na ich podstawie tworzy nowy produkt czy technologię. Dla takich projektów przeznaczono blisko 4 mld euro.

Po wsparcie z tego priorytetu będą mogły sięgać zarówno duże firmy, jak i te małe i średnie, które prowadzą lub planują rozpocząć projekty badawczo-rozwojowe. Co ważne, prace trzeba będzie prowadzić we współpracy z inną jednostką, to może być uczelnia, organizacja pozarządowa czy inne przedsiębiorstwo. Fundusze Europejskie będą finansowały cały projekt – od etapu badań aż po prace rozwojowe i fazę testów.

Więcej informacji zdobędziesz na stronie www.funduszeeuropejskie.gov.pl oraz w Sieci Punktów Informacyjnych Funduszy Europejskich.

źródło:
http://funduszeue.wp.pl/

Whisky, Tango…Bravo

Alfabet fonetyczny ICAO zwany alfabetem fonetycznym  NATO został stworzony do pełnego zrozumienia komunikatów radiowych.
Pełne zrozumienie komunikatów radiowych jest podstawowym warunkiem bezpieczeństwa. Opłakane w skutkach były by błędnie odczytane informacje. Co historia lotnictwa nie raz nam pokazała.

Kiedyś musieliśmy powiedzieć A-Alfa. Nie zawsze jednak transmisja przebiegała bez zakłóceń. Należało więc rozwiązać problem wypowiadania cyfr i liter w meldunku w taki sposób, aby uniknąć nieporozumienia. Początki systemu opartego na przypisaniu konkretnych słów do każdej z liter datuje się na rok 1927, kiedy Międzynarodowa Agencja Komunikacyjna (ITU) po raz pierwszy upubliczniła swoje dokonania. W skład alfabetu wchodziło 26 wyrazów.
W ciągu kilku następnych lat, po wprowadzeniu kosmetycznych zmian został on zaakceptowany przez Międzynarodową Komisję Żeglugi Powietrznej. W takiej formie stosowany był w lotnictwie cywilnym aż do wybuchu II wojny światowej. W swoich wczesnych latach różnił się jednak znacznie od obecnego. Jego częściami składowymi w większości były nazwy znanych, dużych miast oraz państw:

Amsterdam, Baltimore, Casablanca, Denmark, Edison, Florida, Gallipoli, Havana, Italia, Jerusalem, Kilogramme, Liverpool, Madagascar, New York, Oslo, Paris, Quebec, Roma, Santiago, Tripoli, Upsala, Valencia, Washington, Xanthippe, Yokohama, Zurich.

Podczas wojny, lotnictwo wojskowe używało alternatywnej wersji rozpoczynającej się od: Able, Baker… Dalsze wyrażenia również różniły się od pierwowzoru. Wersja ta została przejęta po wojnie również przez lotnictwo cywilne, głównie z uwagi na to, iż większość personelu, na lotniskach i w samolotach, stanowili byli żołnierze jednostek powietrznych. Równocześnie jednak wznowiono prace nad usprawnieniem wybranych elementów, gdyż wciąż pojawiały się problemy ze zrozumieniem, szczególnie w regionach gdzie język angielski nie był powszechnie znany. W Ameryce południowej używano rozwinięć: Ana, Brazil.

Należało więc zestandaryzować wymowę do tego stopnia aby można było posługiwać się nią na całym świecie. W 1947 Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) wraz z Międzynarodową Organizacją Lotnictwa Cywilnego (ICAO) po kilkuletnich pracach, przedstawiły alfabet, który zawierał w sobie głoski powszechnie znane w językach angielskim, francuskim i hiszpańskim. W takim kształcie wszedł on oficjalnie do użytku 1 listopada 1951 roku:

Alfa, Bravo, Coca, Delta, Echo, Foxtrot, Golf, Hotel, India, Juliett, Kilo, Lima, Metro, Nectar, Oscar, Papa, Quebec, Romeo, Sierra, Tango, Union, Victor, Whisky, Extra, Yankee, Zulu.

Bardzo szybko wyszło na jaw, że i ta wersja nie jest idealna. Aby zweryfikować niedoskonałości przeprowadzono serię testów przy udziale rozmówców z 31 krajów. Za najbardziej kontrowersyjne uznano wyrazy Delta, Nectar, Victor i Extra. W ostateczności zmieniono jednak pięć słów reprezentowanych przez następujące litery: C, M, N, U, X. Tak przygotowany alfabet wprowadzono dnia 1 marca 1956 roku. Objął on lotnictwo cywilne oraz wojskowe.

Wykorzystywany jest do dziś i przedstawia się następująco:

Alpha, Bravo, Charlie, Delta, Echo, Foxtrot, Golf, Hotel, India, Juliett, Kilo, Lima, Mike, November, Oscar, Papa, Quebec, Romeo, Sierra, Tango, Uniform, Victor, Whiskey, X-ray, Yankee, Zulu.

Pomimo tych starań wciąż występują pewne różnice. W Stanach Zjednoczonych słowo Delta zastępowane jest przez Dixie lub David aby nie dopuścić do pomyłki z sygnałem wywoławczym linii lotniczych Delta. Na niektórych lotniskach amerykańskich i europejskich wyrażenie Foxtrot skracane jest do Fox.

10-te lotnisko w ofercie Portu Lotniczego Szczecin – Goleniów. WIZZAIR ogłasza nowe połączenie do norweskiego Bergen.

SIMG_7152

Dziś, 15 stycznia 2015 roku, Wizz Air, największy niskokosztowy przewoźnik lotniczy w Europie Środkowo-Wschodniej ogłosił uruchomienie kolejnego połączenia z lotniska Szczecin-Goleniów.

Od 20 czerwca 2015 roku, węgierski przewoźnik niskokosztowy będzie oferował 3 rejsy tygodniowo na lotnisko Bergen.

 

Kierunek

Numer lotu

Dzień operacji

Odlot

Przylot

BGO-SZZ

W6 2152

-2-4-6-

11:05

12:55

SZZ-BGO

W6 2151

-2-4-6-

08:50

10:35

Ceny biletów, wraz ze wszystkimi opłatami zaczynają się od 39 złotych.

„Ogłoszenie czwartego rozkładowego połączenia przez linię lotniczą WIZZ AIR to dowód na to, że współpraca Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów z tym Przewoźnikiem pozwala na systematyczny wzrost ilości obsługiwanych pasażerów, a rozpoczęta w 2012 roku współpraca wskazuje, iż region Pomorza Zachodniego posiada duży potencjał do rozwoju siatki połączeń, w szczególności na kierunkach skandynawskich, na których to obserwujemy stale rosnące zapotrzebowanie, pozwalające w niedalekiej przyszłości aspirować naszemu lotnisku do miana „Bramy do Skandynawii”. W ten trend doskonale wpisuje się ogłoszone w dniu dzisiejszym połączenie do norweskiego Bergen, doskonale uzupełniając już istniejącą siatkę połączeń do Oslo i Stavanger. Jesteśmy pewni, że z nowego połączenia korzystać będą nie tylko Polacy ale również turyści norwescy, dla których Pomorze Zachodnie i jego walory są coraz bardziej atrakcyjne dla kilkudniowych wyjazdów turystycznych. Dodatkowo, jest to połączenie skierowane dla lokalnego biznesu, którego związki z tym regionem Norwegii są coraz bardziej widoczne na terenie Pomorza Zachodniego – powiedział Maciej Dziadosz Prezes Zarządu Portu Lotniczego Szczecin – Goleniów.

Dzięki temu połączeniu, oraz dziewięciu pozostałym, jak również 5 kierunkom czarterowym, w pełni zasadne jest realizowanie prowadzonej obecnie inwestycji, poprawiającej komfort obsługi pasażerów i linii lotniczych a związanej z modernizacją i rozbudową infrastruktury lotniskowej, której to zaawansowanie przekracza 50 %, a zakończenie jest planowane na 30 czerwca 2015 roku – dodał  Maciej Dziadosz 

Wizz Air jest największą niskokosztową linią lotniczą w Europie Środkowo-Wschodniej*, której flota składa się z 54 samolotów typu Airbus A320 latających z 19 baz na ponad 350 trasach łączących 108 lokalizacje w 38 krajach. Wizz Air zatrudnia zespół ponad 2 200 ekspertów, którzy dbają o wysoką jakość usług i niski koszt biletów, co uczyniło Wizz Air najpopularniejszą linią lotniczą, wybieraną przez 15,8 miliona pasażerów w 2014 roku. Na wizztours.com oferowane są wysokiej jakości pakiety wakacyjne. WIZZ Tours do platforma łącząca usługi rezerwacji lotów i miejsc hotelowych na trasach oferowanych przez linię Wizz Air.

*Źródło: Innovata, na podstawie planowanej zdolności do przewozu pasażerów za okres od 1kwietnia 2014 do 30 września 2014 1. Europa Środkowa Wschodnia traktowana jest jako region składający się z takich państw jak: Albania, Białoruś, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Rosja, Serbia, Słowacja, Słowenia i Ukraina.

** Cena biletu w jedną stronę, wliczając podatki i opłaty obowiązkowe a także mały bagaż podręczny.

Port Lotniczy Szczecin-Goleniów im. NSZZ będzie obsługiwał 10 połączeń rozkładowych i 5 połączeń czarterowych:

Warszawa – PLL LOT

Londyn Stansted, Dublin, Liverpool, Oslo Rygge – Ryanair

Oslo Gardemoen – Norwegian

Stavanger, Oslo Torp, Londyn Luton, Bergen – Wizz Air

Czartery: Egipt, Turcja, Grecja, Bułgaria, Tunezja

WIZZ AIR ZAINAUGUROWAŁ LOTY ZE SZCZECINA DO LONDYNU

Wizz Air, największy niskokosztowy przewoźnik w Europie Środkowo-Wschodniej*, uruchomił połączenia ze Szczecina do Londynu Luton. 27 października 2014r. odbył się lot inauguracyjny z lotniska w Goleniowie do stolicy Wielkiej Brytanii. Airbus A320 wystartował ze szczecińskiego lotniska o godzinie 17:20 z 149 pasażerami na pokładzie, inaugurując tym samym regularne połączenia z tego miasta do Londynu Luton. Przewoźnik ma nadzieję, iż nowy kierunek w siatce połączeń Wizz Air umożliwi pasażerom jeszcze wygodniejsze podróżowanie w atrakcyjnych cenach i przyciągnie turystów z Wielkiej Brytanii do regionu Pomorza Zachodniego.

Wizz1 (2)

 

zdj. Arkadiusz Grodziński

„Materializacja ogłoszonego wcześniej połączenia, to największa radość dla wszystkich pracowników lotniska” – tak w dniu inauguracji połączenia do Londynu Luton powitał zebranych dziennikarzy Maciej Dziadosz Prezes Zarządu Portu Lotniczego Szczecin – Goleniów.

„W linii lotniczej WIZZAIR widzimy partnera mogącego zagwarantować naszemu lotnisku coś na co  bardzo liczymy – dynamiczny rozwój ruchu lotniczego.

Dodatkowo, wszyscy nasi klienci mogą zauważyć, że inauguracja połączenia do Londynu Luton, zbiega się w czasie z trwającą realizacją zadania modernizacji i rozbudowy infrastruktury lotniskowej, co pokazuje, że realizowane inwestycje, w związku z rosnącym ruchem lotniczym, są niezbędne dla funkcjonowania naszego regionalnego lotniska.

Dzięki wydatnemu wsparciu finansowemu naszych dwóch największych lokalnych udziałowców, dofinansowaniu z Centrum Unijnych projektów transportowych oraz kredytowi udzielonemu przez bank PKO BP S.A   możemy się pochwalić prawie 50 % zaawansowaniem prac budowlanych związanych z rozbudową infrastruktury lotniskowej” - skomentował  Maciej Dziadosz Prezes Zarządu Portu Lotniczego Szczecin – Goleniów.

 

Inauguracja każdego nowego połączenia to na naszym lotnisku duże święto. A jak święto, to nie mogło zabraknąć atrakcji dla wszystkich pasażerów inauguracyjnego rejsu.

W dniu dzisiejszym każdy pasażer brał udział w loterii, której główną wygraną był zwrot pieniędzy wydanych na zakupy w lotniskowym sklepie. Szczęśliwcem okazała się Pani Dorota Stocka, która połączenie do Londynu Luton wykorzystała jako świetną okazję do odwiedzenia rodziny. Dodatkowo można było wygrać markowe perfumy i lotniskowe gadżety. A jeśli ktoś nie miał szczęścia w losowaniu, to dzisiejsze popołudnie mógł sobie osłodzić tortem przygotowanym specjalnie na inauguracje połączenia do Londynu Luton.

Loty na tej trasie będą odbywały się trzy razy w tygodniu, w poniedziałki, środy i piątki.
Bilety dostępne są w sprzedaży na stronie
wizzair.com już od 79 złotych**.

O Wizz Air:

Wizz Air jest największą niskokosztową linią lotniczą w Europie Środkowo-Wschodniej*, której flota składa się z 54 samolotów typu Airbus A320 latających z 18 baz na ponad 340 trasach łączących 104 lokalizacje w 36 krajach. Wizz Air zatrudnia zespół ponad 2 100 ekspertów, którzy dbają o wysoką jakość usług i niski koszt biletów, co uczyniło Wizz Air najpopularniejszą linią lotniczą, wybieraną przez 13,9 miliona pasażerów do końca marca 2014 r*. Na wizztours.com oferowane są wysokiej jakości pakiety wakacyjne. WIZZ Tours to platforma łącząca usługi rezerwacji lotów i miejsc hotelowych na trasach oferowanych przez linię Wizz Air.

*Źródło: Innovata, na podstawie planowanej zdolności do przewozu pasażerów za rok zakończony 31 marca 2014 r.(„FY 2014”). 1. Europa Środkowa Wschodnia traktowana jest jako region składający się z takich państw jak: Albania, Białoruś, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Rosja, Serbia, Słowacja, Słowenia i Ukraina.

** Cena biletu w jedną stronę, wliczając podatki i opłaty obowiązkowe a także mały bagaż podręczny.

Szczecin – Londyn Luton z Wizz Air

 

HA-LPQ (3)

zdjęcie Arkadiusz Grodziński

Wizz Air ogłasza rozwój połączeń lotniczych z Pomorza Zachodniego i uruchamia trzecie połączenie z lotniska Szczecin-Goleniów

 

Dziś, 10 lipca 2014 roku, Wizz Air, największy niskokosztowy przewoźnik lotniczy w Europie Środkowo-Wschodniej ogłosił uruchomienie kolejnego połączenia z lotniska Szczecin-Goleniów.

Od 27 października 2014 roku, węgierski przewoźnik niskokosztowy będzie oferował 3 rejsy tygodniowo na lotnisko Londyn Luton.

 

Kierunek

Numer lotu

Dzień operacji

Odlot

Przylot

LTN-SZZ

W6 2164

1-3-5–

15:30

18:15

SZZ-LTN

W6 2163

1-3-5–

18:45

19:40

Ceny biletów, wraz ze wszystkimi opłatami zaczynają się od 119 złotych.

Daniel de Carvalho, rzecznik prasowy Wizz Air powiedział: „Mamy przyjemność ogłosić, iż uruchamiamy sześć nowych połączeń z kilku największych miast w Polsce. Pasażerowie będą mogli teraz wygodnie i za niewielką cenę podróżować do Bergen w Norwegii z lotniska im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Zwiększyliśmy także ofertę destynacji z Gdańska, Katowic, Poznania i Szczecina. Zależy nam, by nowości w ofercie Wizz Air przyciągnęły jeszcze większą liczbę turystów do różnych regionów Polski i tym samym wpłynęły na wzrost zatrudnienia w turystyce. Nowe połączenia to na prawdę dobra wiadomość. Nasza polskojęzyczna załoga
z niecierpliwością oczekuje na powitanie wielu nowych pasażerów
”.

„Po ponad roku od uruchomienia przez Wizz Air połączeń do Oslo Torp i Stavanger, widać, że połączenia te odniosły sukces w oczach przewoźnika lotniczego.

Świadczy o tym ogłoszenie uruchomienia trzeciego połączenia z naszego lotniska.

W linii lotniczej WIZZAIR widzimy partnera mogącego zagwarantować naszemu lotnisku coś na co  bardzo liczymy – dynamiczny rozwój ruchu lotniczego.

Cieszymy się z faktu, że ogłoszenie połączenia do Londynu Luton, zbiega się w czasie z trwającą realizacją zadania modernizacji i rozbudowy infrastruktury lotniskowej.

Dzięki wydatnemu wsparciu finansowemu naszych dwóch największych lokalnych udziałowców, dofinansowaniu z Centrum Unijnych projektów transportowych oraz kredytowi udzielonemu przez bank PKO BP S.A   możemy się pochwalić 25 % zaawansowania prac budowlanych związanych z rozbudową infrastruktury lotniskowej” - skomentował  Maciej Dziadosz Prezes Zarządu Portu Lotniczego Szczecin – Goleniów.

Wizz Air jest największą niskokosztową linią lotniczą w Europie Środkowo-Wschodniej*, której flota składa się z 52 samolotów typu Airbus A320 latających z 18 baz na ponad 300 trasach łączących 98 lokalizacji w 35 krajach. Wizz Air zatrudnia zespół ponad 2 000 ekspertów, którzy dbają o wysoką jakość usług i niski koszt biletów, co uczyniło Wizz Air najpopularniejszą linią lotniczą, wybieraną przez 13.9 miliona pasażerów do końca marca 2014 r*. Na wizztours.com oferowane są wysokiej jakości pakiety wakacyjne. WIZZ Tours to platforma łącząca usługi rezerwacji lotów i miejsc hotelowych na trasach oferowanych przez linię Wizz Air.

Port Lotniczy Szczecin-Goleniów im. NSZZ obsługuje obecnie 7 połączeń rozkładowych i 4 połączenia czarterowe:

Warszawa – PLL LOT

Londyn Stansted, Dublin, Liverpool – Ryanair

Oslo Gardemoen – Norwegian

Stavanger, Oslo Torp – Wizz Air

Czartery: Egipt, Turcja, Grecja, Bułgaria

 

Latające pałace

cacf2240c6474baa3e32391ece6f4cc0

W 2013 r. liczba krezusów, którym udało się zgromadzić co najmniej 30 mln dol. przekroczyła 200 tys. osób, a ich łączny majątek sięgnął 27,8 bln dol. To niezwykle atrakcyjna grupa konsumentów dla różnego rodzaju firm. Wśród nich są lotniczy giganci, którzy specjalnie dla tej niezwykle zamożnej grupy oferują prawdziwe latające pałace.

Miliarderom nie wystarczają już prywatne odrzutowce, typu Gulfstream G650. Dla wielu samolot to obok pięknego jachtu i willi, symbol prestiżu i pozycji, dlatego musi być duży i obrzydliwie luksusowy. Nie zraża ich ani cena takiej maszyny, ani niebotyczny koszt utrzymania. Właśnie z myślą o takich klientach Boeing i Airbus we współpracy z elitą designu Edése Doret, Greenpoint Technologies czy Andrew Winch Designs, zamieniają na specjalne życzenie takie samoloty jak Boeing 747 czy Airbus A380 w podniebny luksus.

Rzędy ciasnych siedzeń, mieszczących setki pasażerów klasy ekonomicznej znikają, by zrobić miejsce sofom, dębowym meblom i wszelkim udogodnieniom, o których zamarzy właściciel takiego prywatnego samolotu. Kablówka, internet, w pełni wyposażony gabinet, living room, kuchnia, prysznic, sypialnia, jadalnia… na wszystko znajdzie się miejsce na pokładzie.

Zastanawiacie się, po co w dobie drogiego paliwa i mody na ograniczanie emisji takie wielkie samoloty do prywatnych podróży? Jak wynika z badania, przeprowadzonego na zlecenie Airbusa, najbogatsi na tej plancie ludzie lubią podróżować w towarzystwie. Zabierają ze sobą nie tylko swoich biznesowych partnerów, ale całe rodziny. Szczególnie jaskrawo widoczny ten zwyczaj jest wśród bliskowschodnich szejków, którzy przemieszczają się wraz z liczną świtą, nierzadko liczącą kilkudziesięciu członków.

Największe koncerny lotnicze po raz pierwszy zaoferowały znane dotychczas z komercyjnych lotów maszyny prywatnym klientom w latach 90. ubiegłego wieku. Boeing początkowo przystosowywał do indywidualnych potrzeb model 737. Obecnie w ofercie znajduje się Boeing 747 dający ponad 400 m2 powierzchni do zagospodarowania, a także Boeing 777, 767, a nawet słynny Dreamliner.

Ile może kosztować taka ekstrawagancja? Producenci nie ujawniają swoich cenników, jednak serwis „The Wired” wylicza, że jest to koszt od 80 mln dol. za Boeinga 737, przez 280 mln dol. za Boeinga 747, do nawet 380 mln dol. za A380. Często zaledwie połowę z tej kwoty stanowi wartość samego samolotu. Drugie tyle kosztuje luksusowe wyposażenie wnętrza maszyny.

Szybki wzrost liczby miliarderów szczególnie w Rosji, Chinach, czy na Bliskim Wschodzie, powoduje jednak, że pomimo takich wysokich stawek koncerny lotnicze cieszą się sporą ilością zamówień. Jak wylicza serwis Businessinsider, Airbus od 1997 r., gdy rozpoczął sprzedaż prywatnych samolotów, sfinalizował 170 umów. Boeing, który w tym segmencie wystartował rok wcześniej – dostarczył 195 samolotów spośród 217 zamówień.

Wśród najsłynniejszych właścicieli takich latających pałaców jest sułtan Brunei, Donald Trump, Roman Abramowicz czy Paul Allen. Polscy miliarderzy wciąż wolą przemieszczać się skromniejszymi maszynami, jak Gulfstream, czy Cessna.

6d7e7871ba6d810f6191feac28550635 28b61027315b499b31b236eea42b4833 942d4526860e0c2cb4f8e5734ae054e6 3170009e78a63810d329e8a189d2e8bc 6724373d0a668b9eb6417b436835e780 a9ffb9963b28ba1e7c70796f210eeb91 bb1d63bb3116cfa145265b47aa13e077 f773768368edaa7ec2267be1973b28c1autor: Aleksandra Stanek 

źródło : 
http://www.biztok.pl/

 

Krótki poradnik podróżnika: jak pokazać klasę i wyróżnić się z tłumu?

Być może wynika to z jakichś kompleksów, ale na urlopie trzeba wszystkim pokazywać, jacy to z nas światowcy. Na szczęście często dysponuje się publicznością. Jak zatem spędza się urlop w towarzystwie polskich turystów i jak się zachować, aby wpisać się w ogólny trend? Oto kilka cennych rad.

Przez kilka ładnych lat pracy w turystyce nauczyłam się już, że Polak nie jest najlepszym towarem eksportowym. Nie będę owijać w bawełnę – duża grupa polskich podróżników raczej nie przynosi nam chluby. Składa się na to szereg różnych zachowań, które są naprawdę średnio akceptowalne. W pracy zmuszona byłam znosić te niedogodności z podniesionym czołem, rozwiązywać problemy i tak sterować grupą, aby nie czyniła ona większych szkód lub nie przysparzała zbyt wielu kłopotów. Jednak po ostatnim weekendzie i sprowokowanych przez moje obserwacje rozmowach ze znajomymi mam już pewność, że następne podróże będę planowała trochę rozważniej i na pewno będą one dalsze niż przypuszczałam. Bo nie po to leci się na cztery dni na urlop, żeby zgrzytać zębami.

Od razu też zastrzegam – może ja mam po prostu takiego pecha, może przesadzam, może innym to nie przeszkadza, a może tego nie widzą – nie wiem. Może po prostu jestem wredna i lubię się czepiać. Nawet jeżeli, to tak samo zwracam uwagę na irytujące zachowania turystów innych narodowości. I naprawdę uparcie będę twierdzić, że zdarzają się one o wiele rzadziej.

„This is airpoooooooooort!”

LOTNISKO

Najważniejszym jest, aby się nie spóźnić. W związku z tym należy dojechać jakieś trzy godziny przed odlotem i gorączkowo co 10 minut dopytywać się każdego napotkanego pracownika, czy nasza odprawa już się zaczęła. Gdy uda się zlokalizować stanowisko – należy przed nim stanąć, po minucie zmęczyć się staniem i usiąść na podłodze, dla kolorytu można wyjąć kanapkę z kiełbasą. Jeżeli sytuacja na to pozwoli, podczas odprawy bagażu nawrzeszczeć na panią z linii lotniczej za to, że osobiście nie wytłumaczyła wam, że należy dokonać odprawy elektronicznej. Dla dodania atrakcyjności można machać rachunkiem za bilet, który wydrukowaliśmy jako alternatywę dla karty pokładowej. W wersji „lot do Polski” dodajmy koniecznie element oburzenia, że obsługa nie mówi po polsku. Wrzeszczmy zatem głośniej – wiadomo, że działa to jak osobisty tłumacz.

Jeżeli nie chcemy narażać się na stres i czytamy regulaminy – mamy ważną kartę pokładową. Skoro dopięliśmy swego, nie koncentrujmy się nadmiernie na przepisach dotyczących bagażu. Dużo fajniej jest kłócić się przez kwadrans o dopuszczalną wagę bagażu nadawanego („Jak my byli na Bali, to można było mieć 30 kilo!”), można też oskarżyć lotnisko o posiadanie niesprawnych wag. Gdy już wszyscy w kolejce mają nas serdecznie dosyć, a poinformowany dyskretnie przez obsługę strażnik graniczny nawilża dla nas gumową rękawiczkę, zapłaćmy za nadbagaż i oddalmy się krokiem godnym, przy okazji oceniając głośno prowadzenie się matki pani za kontuarem. W końcu czeka nas odprawa bezpieczeństwa, a tak naprawdę fun jest dopiero tam.

Do bagażu podręcznego wkładamy co najmniej trzy rzeczy niedozwolone. Może być piesek.

Ponieważ kolejka do odprawy bezpieczeństwa jest długa, a od strażnika z rękawiczką dzieli nas cały system taśm ograniczających, czas przejść na tryb VIP. VIP w kolejce nie stoi, poza tym skończyły się już kanapki. Odczepmy zatem parę taśm lub zabawmy się w airport limbo i przemknijmy pod nimi, machając do nieistniejącego kumpla w kolejce. Dla przyjemności lepszego zbratania się z plebsem udawajmy niepiśmiennych i zlekceważmy dobre rady wypisane (i narysowane) na tablicach. Później przez 10 minut protestujmy przeciwko zdjęciu butów, wyjęciu czegokolwiek z bagażu oraz poinformujmy koniecznie, że nie ma opcji pozbycia się butelki z wodą, bo kosztowała nas pięć złotych i czujemy się z nią emocjonalnie związani. W wersji „lot do kraju” używajmy wysublimowanych określeń „faszyści”, „naziści”, „specnaz”, „hitlerowcy”, oskarżajmy koniecznie o niechęć do Polaków (hmmmmmm).

Gdy już otrząśniemy się po przygodzie z rękawiczką, udajmy się szybkim krokiem do sklepu lotniskowego, gdzie dla spokoju ducha i ukojenia nerwów należy kupić butelkę wódki. Ponieważ jest spora szansa, że wykreuje ona nadbagaż – wypijmy ją przed lotem. Doda to nam animuszu do ustawienia się na uprzywilejowanej pozycji w kolejce do lotniskowej bramki. Używać należy łokci i wulgarnego słownictwa oraz mówić, że ma się „klasem biznesowom”. Dodatkowe punkty w tej grze zarabiamy za stratowanie matki z dzieckiem. Dla uzyskania większej prywatnej przestrzeni można dyszeć, sapać i chuchać alkoholowym oddechem w twarz naszym rywalom.

Jeżeli nie dopiło się wódeczki czy winka, nie należy chować butelki do torby podręcznej! Wiadomo – nadbagaż. Butelkę (lub trzy – rekordzista) należy wsadzić sobie w majtki. Co sprytniejsi potrafią upchnąć tam też kanapki. Po przejściu do autobusu koniecznie trzeba ustawić się w samych drzwiach, blokując dostęp innym. Jeżeli współpasażerowie bez szacunku zepchną nas do wnętrza, wychodząc uczyńmy taran z walizki i wypchnijmy wszystkich tych, którzy stoją nam na drodze. Tu znowu bonus za dobre wystrzelenie trzylatka na odległość. Jeżeli ktoś wypycha nas – dajmy w pysk. VIP nie daje się bezkarnie obrażać. W wersji dla nieśmiałych – można niechcący kopnąć w łydkę lub stanąć na stopie.

Po wyjściu z autobusu na płytę lotniska, ruszmy jak w Wielkiej Pardubickiej. Kto ostatni na schodach – przegrywa.

Czasem można okazać łaskę…

SAMOLOT

Koniecznie, powtarzam KONIECZNIE, zajmujemy miejsce z przodu samolotu. Dzięki temu możemy na co najmniej 5 minut zablokować kolejkę pasażerów próbując wybrać prestiżowe miejsce dla swojego bagażu podręcznego. Ewentualnie galopem ruszmy do (dodatkowo płatnych) miejsc z większą przestrzenią na nogi. Wrzeszczmy na stewardesę tak długo, aż pozwoli nam tam usiąść.

W ramach rozrywek samolotowych najmodniejsza jest gra w „czy widziałeś te zdjęcia ze Smoleńska?”. Druga to picie na czas – wiadomo, latanie to stres, trzeba go skutecznie utopić. Logicznym jest, że nie wydajemy kasy na bzdury – pijmy zatem wyłącznie alkohol prosto z majtek.

Ostentacyjnie włączamy WSZYSTKIE urządzenia elektroniczne.

Do toalety wstajemy wyłącznie wtedy, gdy obsługa jedzie przez korytarz wózkiem. W wersji hardcore – nie wstajemy w ogóle. Siedzenia są ze skaju.

Gdy tylko samolot dotknie kołami ziemi, rozepnijmy pasy, wstańmy i ruszmy na poszukiwanie bagażu. Zadzwońmy do mamy, taty, wujka Henia i cioci Halinki informując, że „się nie rozjebaliśmy”. Mówimy to głośno, zagłusza nas przecież silnik samolotu. Wychodząc nie zapomnijmy (wersja męska) klepnąć w tyłek stewardesy.

Gdy szczęśliwie dotrzemy do taśmy bagażowej, postawmy całą rodzinę w równym rządku, blokując dostęp innym. Jeżeli przewidująco wzięliśmy czarną walizkę, podnosimy każdą w tym kolorze, a po stwierdzeniu, że to nie nasza – koniecznie mocno rzućmy nią o podłogę lub zrzućmy na drugą stronę taśmy.

HOTEL

W recepcji hotelowej stosujemy patriotyczną zasadę mówienia wyłącznie po polsku. Zgodnie z podaną wcześniej regułą – im głośniej mówimy, tym lepiej recepcjonista nas zrozumie. Upierajmy się, że PLN jest walutą międzynarodową. Odmówmy pozostawienia dokumentów w recepcji – zawsze jest szansa, że nam je ukradną na mieście i można będzie się zabawić z policją i ambasadą. Szczytem wyrafinowania jest oskarżenie recepcjonisty (zwracamy się wyłącznie per „ty czarny ch***”) o zamiar wyłudzenia kredytu.

To ty ustalasz zasady!

Na śniadanie wydawane od 7.00 przychodzimy dziesięć minut za wcześnie. O 6.59 dla lepszego efektu walimy pięścią w drzwi hotelowej restauracji. Trzeba rozgrzać mięśnie – już za chwilę będziemy przecież budować piramidę na talerzu. Nakładamy sobie trzy razy tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść. Jeżeli po posiłku chcemy zachować się naprawdę ekstra, nietknięte produkty z talerza przerzucamy z powrotem na oryginalne tace. W serwetkę stołową należy też głośno wytrzeć nos.

Jeżeli w restauracji są dzieci, pamiętajmy – to nasze muszą być najgłośniejsze. Promujmy dobre polskie wychowanie – zróbmy współbiesiadnikom skrócony kurs karmienia dzieci na siłę. Kończymy w momencie, gdy decybele wydobywające się z dzieci osiągają poziom tych z silnika odrzutowca.

MIASTO – ROZRYWKI I ZWIEDZANIE

Absolutnie nie kupujmy biletu na komunikację miejską. Tolerancyjne południowe narody słyną z luzackiego podejścia. Informujmy o tym fakcie wszystkich napotkanych polskich turystów (w ramach dawania dobrych rad – trochę altruizmu na wakacjach nie zaszkodzi), stosowną formą wyjawienia tej prawdy jest „Powiem panu jak ich najlepiej wyr***”. Jeżeli korzystamy z metra, nie kupujemy biletów dla dzieci. Dzieci świetnie przepycha się pod bramką.

W miejscach z płatnym wstępem czatujemy na moment, gdy przy obsłudze zrobi się gęściej. Wtedy cichaczem wślizgujemy się do wnętrza. Ponieważ w przypadku obecności bramek ten system nie działa, płaczliwie tłumaczymy, że zgubiliśmy bilet. Może się udać.

Za co niby tu płacić? Same ruiny!

Zawsze zatajajmy prawdziwy wiek dzieci.Jeżeli posiadamy nietypowy dokument – na przykład legitymację klubu miłośników kiełbasy czosnkowej – machajmy nim wszędzie, domagając się zniżek. NADAL MÓWIMY TYLKO PO POLSKU.

Planując zwiedzanie obiektów sakralnych, koniecznie złóżmy najkrótszą spódnicę/szorty i najbardziej wyciętą koszulkę. W końcu jest gorąco. Panie, dla lepszego efektu, mogą oblać się wodą. Panowie nawet w mieście muszą walczyć o opaleniznę – walkę ułatwia chodzenie bez koszulki.

W wyrażaniu zachwytu koniecznie się wyróżniajmy. Wśród Anglików wzdychających „Oh, it’s fabulous!”, czy Francuzów szemrzących „C’est magnifique…”, nasze polskie „Ku*** ale to zajebiste” lub klasyczne „Mają rozmach sk****y”, ucieszy ucho każdego pobliskiego Polaka.

Porządny turysta NIE REAGUJE na zakaz fotografowania lub obowiązek uiszczenia opłaty za robienie zdjęć. Nigdy. Jeżeli towarzyszą nam inni Polacy, koniecznie należy głośno stwierdzić, że „chyba kogoś poj***”.

W knajpkach i restauracjach zaznaczamy od razu swoją pozycję. Najskuteczniejsze metody to pstrykanie na kelnera lub głośne wołanie „Boy, boy!”. Wdrażamy jeszcze zanim tyłek dotknie krzesła. Głośno narzekajmy na ceny, przy jednoczesnym zaznaczaniu, że nie musimy oszczędzać. Wszystkie ceny porównujemy do tych w McDonald’s. Przenigdy nie zostawiamy napiwku. Jeżeli jest wliczony, koniecznie poświęćmy pięć minut na narzekanie na zdzierstwo i złodziejstwo.

Dzieci ma być widać. I słychać.

Na każdą prośbę o obniżenie głośności/ograniczenie wulgaryzmów/wstaw cokolwiek, reagować krótkim i treściwym „Sp***j”. Nawet w kościele. Bóg wybacza, VIP nie.

Przy każdej okazji należy stosować nieśmiertelne”Czy zdaje sobie pani/pan sprawę z tego, kim ja jestem?”. Nawet jeżeli już wszyscy wiedzą, że burakiem eksportowym.

Coś pominęłam?

autor: Agata Połajewska

źródło: http://foch.pl/foch/1,132037,14505116,Krotki_poradnik_podroznika__jak_pokazac_klase_i_wyroznic.html